Właśnie obchodzimy Europejski Tydzień Profilaktyki Raka Szyjki Macicy, który przypada na dzień 18-24 stycznia. Na świecie rak szyjki macicy wykrywany jest u około pół miliona kobiet. W Polsce co roku 3 500 pacjentek słyszy diagnozę tego nowotworu. Niestety aż połowa z nich ma gorsze rokowania, ponieważ zgłosiła się do lekarza zbyt późno. Dlatego warto powtarzać, że nowotwór ten wcześnie zdiagnozowany jest w pełni wyleczalny i nie oznacza wyroku. Dlatego pamiętajcie, by regularnie się badać i wykonywać cytologię.


Nazywa się Paulina Bąbol. Ma 32 lata, wspaniałego męża i cudownego synka Franka. Jej odskocznią od codziennych trudności jest aktywność fizyczna. Uprawia sport, który potrafi dać jej nieźle w kość, ale jednocześnie uwalniać jak najwięcej endorfin, a przez to dodaje jej energii i pozostawia poczucie szczęścia. Przy tym wszystkim jest bardzo pogodną i wrażliwą osobą. Kiedy usłyszała diagnozę: rak szyjki macicy, otarła łzy, wzięła głęboki oddech i zdecydowała, że walczy.

Czy życie jest piękne (pomimo tego co przeszłaś)?

Oczywiście, że życie jest piękne. (uśmiech) Wierzę, że wszystko dzieje się po coś… a tylko od nas zależy co wyniesiemy z każdej, nawet tej najtrudniejszej lekcji. Jak pozbieramy się po takim starciu. 

Wiesz myślę, że to co mnie spotkało, było pewnym znakiem z góry, który mnie zatrzymał, zaalarmował, że należy zwolnić. Zaczęłam cieszyć się małymi rzeczami, doceniać to co mam i co mnie otacza. Choroba mnie na chwilę zatrzymała, a wszystko po to bym później mogła ruszyć z zupełnie inną energią i siłą.

Twoja diagnoza jest bardzo nietypowa – rak rozwinął się u ciebie niezwykle szybko, mimo corocznej cytologii. Jak doszło do jego wykrycia?

Prawie 3 lata staraliśmy się o dziecko. U lekarza byłam średnio co trzy miesiące, ciągłe badania, kontrole, profilaktyczna cytologia co roku. W końcu udało nam się zajść w ciążę, wówczas moja cytologia ponownie wyszła idealnie. Nie pojawiły się żadne niepojące informacje. Cieszyliśmy się tym pięknym okresem w naszym życiu.

wykrzyknik

Kiedy urodziłam syna, po połogu pojawiły się nieprzyjemne upławy. Umówiłam się na wizytę kontrolną na NFZ, po receptę na tabletki antykoncepcyjne i zwróciłam uwagę pani doktor, że mam dziwne upławy, które źle pachną. 

Przebadała mnie i stwierdziła zapalenie szyjki macicy, po czym przepisała globulki. Niestety po nich natychmiastowo zaczęłam krwawić, dlatego szybko umówiłam się prywatnie do innego lekarza. Dziś wiem, że pan doktor Michał uratował mi życie. Wykonał mi cytologię, profesjonalnie pocieszał, że dopóki nie będzie wyników, to nie powinniśmy panikować. Wiem jednak, że tak samo jak ja przeczuwał, że to coś poważniejszego.

Diagnoza: rak szyjki macicy

Tu nie chodzi o czarnowidztwo (daleka jestem od tego), tylko o intuicję, ja podświadomie czułam, że coś się dzieje, jednak nikt mi nie wierzył. Znajomi, mąż mówili, że sobie wkręcam. Dwa tygodnie później, otrzymałam wiadomość z gabinetu, z zaproszeniem na wizytę, by powtórzyć badania. Później wszystko potoczyło się już szybko, we wrześniu 2018 roku usłyszałam diagnozę rak szyjki macicy. Od razu dostałam skierowanie do szpitala, bo lekarz miał nadzieję, że to początek choroby. Według procedury mieli mi wyciąć kawałek szyjki i wypisać do domu.

strzałka-1

Niestety w szpitalu po wszystkich badaniach lekarka rozłożyła ręce i stwierdziła, że mój przypadek wymaga pilnego skierowania na onkologię. Pewnie się domyślasz, że ryczałam jak bóbr, tak bardzo się bałam. Ciągle przed oczami widziałam mojego malutkiego synka, męża, moich bliskich. 

strzałka-1

Umówiłam się jeszcze prywatnie do Gliwic do mojego lekarza, który oceniając wyniki pocieszał mnie, że to da się leczyć, że mam walczyć i się nie poddawać. Wspaniały człowiek – dał mi dużo nadziei. Pamiętam tamten poniedziałek, kiedy w końcu rano przyjęli mnie na onkologię. Nigdy bym nie pomyślała, że to będzie mój drugi dom, że będę tam jeździć jak do siebie, znać każdy kąt, rozpoznawać wiele twarzy.

cytat

Kiedy czujemy się bezpiecznie w naszym świecie, to temat nowotworu, oddziału onkologicznego, lekarzy wydaje nam się obcy, odsuwamy go od siebie, nie chcemy go znać. 

strzałka-1

W szpitalu szybko i kompleksowo się mną zajęli. Lekarz, który mnie badał stwierdził, że to niestety już bardzo zaawansowany stan, 3 stopień raka szyjki macicy. Dodatkowo badanie PET wskazało, że mam przerzuty do węzłów chłonnych. Od pierwszej wizyty na samo leczenie czekałam około 1,5 miesiąca. Wówczas wydawało mi się, że to wieczność. Później wsłuchując się w inne historie pacjentów, dowiadywałam się, że oni byli w kolejce nawet po pół roku.

Z drugiej strony, gdybyś nie wykonywała badań regularnie, to guzy rozwinęłyby się w zatrważającym tempie, być może nie pozostawiając żadnych szans.

To prawda. Zawsze będę powtarzać – Dziewczyny badajcie się regularnie! Chodzimy do fryzjera, co sezon zmieniamy opony, dbamy o swój rozwój, o rodzinę, o dom, a zapominamy, że bez zdrowia to wszystko nie ma sensu. Warto się badać, zdrowie nasze i naszych najbliższych to podstawa! 

Jestem tego najlepszym przykładem, ale i poznałam tyle dziewczyn, które właśnie dzięki profilaktyce i szybkim działaniom otrzymały szansę na życie.

Nowotwór w twojej rodzinie, to nie jest temat tabu. W 2015 roku twój tata sam wyczuł u siebie i zaalarmował o raku zlokalizowanym w gardle. Trzy lata później zdiagnozowano inny nowotwór u ciebie. Jednak rak szyjki macicy nie jest nowotworem uwarunkowanym genetycznie, czy znane są powody, dlaczego pojawił się u ciebie?

Wirus HPV, którego miał mój tata i ja nie jest genetyczny. Zanim mój tato zachorował to jego siostra miała raka języka. Ten sam wirus, niestety ciocia zmarła, zbiegło się to z czasem, kiedy mój tato miał operację. Nasza rodzina została już ciężko doświadczona, to był koszmarny okres.

Być może jesteśmy słabo odporni na tego wirusa? Nie znam na to odpowiedzi, nikt, nigdy nie był w stanie nam tego wytłumaczyć. 

W domu 10-miesięczny synek, a ty w gabinecie słyszysz: rak szyjki macicy z przerzutami do węzłów. Jaka była twoja pierwsza reakcja, pamiętasz co pomyślałaś?

Po diagnozie przyszłam do domu, powiedziałam mężowi, że mam raka i że nie chce umierać. Przytulił mnie i zaczęliśmy oboje płakać, zresztą przepłakałam jeszcze parę długich nocy. Nastał jednak dzień, że wstałam z łóżka, otrząsnęłam się – podjęłam rękawicę i stwierdziłam, że się nie dam. Dzień przed rozpoczęciem leczenia, Frankowi zrobiliśmy urodziny – roczek. Wystroiłam się, spojrzałam na całą rodzinę i powiedziałam, że będzie dobrze, że się nie poddam, bo mam dla kogo żyć.

Wspierali cię?

serce

Moja choroba bardzo zbliżyła mnie z mężem, był przy mnie przy pierwszej chemii. Zawsze mogłam na niego liczyć, jest moim wsparciem i przyjacielem. 

Bardzo dużo pomocy dostałam też od rodziców, teściów, siostry. Dostrzegałam każdy najmniejszy gest, wszyscy nam pomagali w opiece nad Frankiem, jeździli ze mną codziennie 80 km do Gliwic. Nie zgodziłam się, żeby być cały czas w szpitalu, nie wytrzymałabym tyle bez synka. 

Jaki dokładnie plan leczenia i jego cel nakreślił ci lekarz?

Chemię otrzymywałam raz w tygodniu przez sześć tygodni – co wtorek. Przez cały tydzień miałam dodatkowo naświetlania, pamiętam, że na 15:30. (uśmiech), ale opóźnienia były tak duże, że nigdy nie wchodziłam na czas. Wyjeżdżałam z domu o 13:00 i wracałam około 20:00. Miałam wykonane 33 lampy, a na koniec brachyterapię, której się strasznie bałam, dlatego usypiali mnie podczas zabiegu. Polegał on na naświetlaniach od środka, wycelowanych prosto na guza. Miałam sześć takich zabiegów dwa razy w tygodniu. Jak spałam to wsadzali mi cały sprzęt do środka, który był wymierzony prosto w guza. 

Naświetlenia, chemioterapia – co było w nich najtrudniejsze?

Najtrudniejsze w tym wszystkim było zmęczenie. Pamiętam, że marzyłam o świętach, że sobie odpocznę, pobędę razem z rodziną przez parę dni bez wyjazdów. Tęskniłam za normalnością, za beztroską, spokojem.

wykrzyknik

Nie ukrywam, że jak pewnie wiele kobiet bałam się, że wypadną mi włosy. Zresztą każdy mówił, że po trzeciej chemii i tak wypadają. Pół nocy nie spałam, bo co chwilę dotykałam włosy i sprawdzałam czy wszystko w porządku. Na drugi dzień w środę, to był chyba 6-ty grudnia, pojechałam z przyjaciółką na koncert Pawła Domagały. To był mój urodzinowy prezent, kupiła mi bilet jeszcze latem na moją 30-stkę. Sama nie wierzę, że miałam tyle sił, ale potrzebowałam tego i dałam radę. Mam nawet zdjęcie z Pawłem. (uśmiech) 

Strasznie też przytyłam, prawie 20 kg. Po chemii brałam sterydy i ciągle byłam głodna; wszyscy się cieszyli, że jem – to jadłam. Zero ruchu przez cały czas leczenia, tylko auto i to też miało na to wpływ.

Słaba fizycznie, mocna psychicznie – kobieta jest siłą. Ale czy zdarzały ci się też trudne momenty, jak sobie z nimi radziłaś?

Ja naprawdę przez cały okres leczenia miałam zakodowane w głowie, że ja tą walkę wygram! Innej wersji nie przyjmowałam do wiadomości. Oczywiście, mimo celu, miewałam gorsze momenty. Na przykład te, kiedy brakowało żył, żeby podłączyć kroplówkę, bo wszystko tak strasznie mnie bolało. Pamiętam też, że 3-4 dzień po chemii był najgorszy, wtedy nie miałam siły na nic. Korzystałam też z terapii wzmacniającej.

Jesteś mamą, czy to wpłynęło na twoją postawę do walki?

Bycie mamą to super moc! Nic więcej nie trzeba dodawać. (uśmiech) 

Ukończyłaś leczenie, jak dziś wygląda kontrola?

Jestem ponad 1,5 roku od zakończenia leczenia. Na kontrolę jeżdżę co 2-3 miesiące. Ostatnio jak miałam TK to co chwilę coś wychodziło. Na szczęście były to tylko fałszywe alarmy. Mam też to szczęście, że mimo koronawirusa moje wizyty i badania realizowane są na bieżąco. 

Co się zmieniło w twoim życiu po przejściu raka szyjki macicy, czy żyjesz teraz normalnie?

Wróciłam do normalnego trybu życia. Oczywiście nie wszystko jest takie jak przed chorobą. Mam menopauzę, która często o sobie przypomina, jestem nerwowa, często oblewają mnie poty. Czasem ciężko mi wytrzymać samej ze sobą. Nie mogę mieć już dzieci, co jest dla mnie najtrudniejsze. Jednak doceniam to że mam Franka, bo on jest naszym małym cudem.

Bardzo dużo już przeszłaś, co powiedziałabyś dziś kobietom, które wcale się nie badają?

cytat

Dziewczyny dbajcie o siebie! Podstawą wykrycia raka szyjki macicy są badania i regularna kontrola. Rak szyjki macicy, to podstępna choroba, która nie musi dawać żadnych objawów. Ja normalnie do końca miałam miesiączkę, nic mnie nie bolało. Teraz przypominam sobie, że pojawił się ból pleców, ale zwalałam, że to po ciąży od noszenia Franka.

Nie bójmy się lekarzy, bo dzięki temu, że chodzimy do nich regularnie możemy wykryć każdą nieprawidłowość. Wykonujcie przynajmniej raz w roku cytologię i USG piersi! Mamy czas, żeby siedzieć pół dnia w social mediach, to uwierzcie mi, że mamy tym bardziej czas, żeby iść na wizytę do lekarza na 30 min.