Basię poznałam przypadkiem. Świat często bywa mały, bowiem okazało się, że mieszka w miejscowości, z której pochodzi moja rodzina. Szybko złapałyśmy dobry kontakt, a ja każdego dnia poznawałam niezwykłą historię kobiety, która pomimo, że przeszła już tak wiele, to nie traci optymizmu i pogody ducha.

Basia ma 63 lata. Zanim przeszła na emeryturę, jej pasją i ostatnim miejscem zatrudnienia było wydawnictwo kartograficzne. Sama wspomina, że to bardzo wyczerpująca praca umysłowa, ale dawała jej mnóstwo satysfakcji. Dziś jej hobby są książki, domowe zacisze. Największą radością i napędem do życia jest jej ukochana rodzina: syn, córka i zięć oraz trzynastoletni przyjaciel – piesek o imieniu Budrys.

Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, cukrzycę oraz schorzenia tarczycy. Do tego przeszła już dwa udary. Ma przy tym bardzo prosty przepis na życie:

Doceniajmy najprostsze rzeczy, cieszmy się z dawania, a nie brania. Uśmiechajmy się do siebie, bądźmy życzliwi dla drugiego człowieka. Każdy z nas dostał swój określony czas, tylko od nas zależy jak go wykorzystamy.

Wiele już przeszłaś w swoim życiu. Ludzie, których dotknęły ciężkie choroby, często dzielą życie na to “przed” i “po” – masz tak samo?

Rzeczywiście różne, trudne doświadczenia sprawiają, że inaczej postrzegamy rzeczywistość. Z większą pokorą doceniamy to co mieliśmy i to co obecnie mamy. Udar jest przykładem takiej sytuacji, bo bez wątpienia doprowadza nas do drastycznego rozdziały przeszłości od teraźniejszości. Jako, że sama przeszłam już dwa udary doskonale wiem, jak ogromna różnica może dzielić możliwości dnia codziennego przed i po udarze. Dotyczy to nie tylko sprawności i aktywności fizycznej. Ale nierzadko trzeba zrezygnować też z wielu najprostszych przyjemności życiowych, których nie doceniało się wcześniej. 

W moim przypadku pierwsze zderzenie z nową rzeczywistością i przewartościowaniem życia dosięgło mnie podczas pobytu w szpitalu. Wtedy jednak nie zdawałam sobie jeszcze sprawy z tego, że prawdziwe wyzwania dopiero przede mną, że rewolucja zacznie się po powrocie do domu.

Pacjenci po powrocie do domu często się załamują, pojawia się depresja. Ograniczenia, bariery nie do pokonania, bezsilność, złość, wiele emocji dosięgają człowieka, kiedy zdaje sobie sprawę, że nagle musi się dostosować, prosić o pomoc, że nie jest już żaglem i sterem własnego życia.

I tu najważniejsze – kiedy nie jest wcale łatwo – trzeba przyjąć wyzwanie, walczyć, nie poddawać się pod żadnym pozorem. 

Jesteś już po dwóch udarach. Jak to nich doszło?

Przede wszystkim skaczące (nieustabilizowane), wysokie ciśnienie to przyczyna przebytych przeze mnie udarów. Dodatkowo swój udział w tych procesach miały również moje choroby współistniejące. Od lat zmagam się z reumatoidalnym zapaleniem stawów, cukrzycą, problemami z tarczycą – jestem już po jodoterapii. 

Przeszłam udary niedokrwienne prawostronne. W pierwszym przypadku pamiętam, że najpierw pojawiły się problemy z widzeniem, miałam ograniczone pole widzenia, jakby do połowy kształtów. Pojawił się też nagły ból, ucisk w głowie. Do tego doszły również problemy z mową. Nie wiedziałam w co byłam ubrana, jak nazywa się mój lekarz, co to jest torebka, chleb, długopis.

Wcześniej czytałam co to jest udar, dlatego gdzieś z tyłu głowy czułam, że właśnie go przechodzę, że należy szybko zadzwonić na pogotowie, ale z drugiej strony, nie mogłam, nie miałam woli sięgnąć do torebki po telefon. Jest to dla mnie do tej pory niezwykłe, niezrozumiałe.

W jakim odstępie czasu wystąpiły po sobie udary, pamiętasz tamte dni?

Upłynęło siedem miesięcy od pierwszego udaru, gdy do szpitala trafiłam z podobnymi objawami. Pierwszego udaru doznałam na spacerze, z pomocą koleżanki jeszcze wróciłam do domu i do szpitala trafiłam dość późno. Lekarze walczyli o moje życie, bo brakowało 20 minut do zamknięcia tzw. „okienka terapeutycznego” od wystąpienia pierwszych objawów. Czas miał kluczowe znaczenie, udało się i podano mi trombolizę. Metoda ta pomaga przywrócić przepływ krwi, dzięki rozpuszczeniu skrzeplin za pomocą podania dożylnie leku. Tylko właśnie z tym zastrzeżeniem, że jest skuteczna w oknie czasowym do 4,5 godziny od wystąpienia objawów udaru.

Sama dokładnie tego wszystkiego nie pamiętam, wszystko jest mglistym wspomnieniem. Aparaty wkłucia, kroplówka, bieg lekarza, szybkie działania pielęgniarek. Wiedziałam, że było źle, zamykałam oczy, modliłam się… 

Drugi udar dostałam w domu, został już szybciej rozpoznany. Od razu trafiłam do szpitala i otrzymałam natychmiastową pomoc. Ci sami lekarze, pielęgniarki i zdziwienie. W obydwu przypadkach bardzo duże znaczenie odegrało ciśnienie, migotanie przedsionków. Wydaje się, że problemy z nim mają wyłącznie osoby „nerwowe”, zestresowane, tymczasem chciałabym zaznaczyć, że jestem z natury dość spokojną, choć emocjonalną osobą. To dowód na to, że udar może spotkać każdego, należy bardzo kontrolować i dbać o własne ciśnienie.

Później przyszedł czas na rehabilitację?

Rehabilitacja jest bardzo ważna w całym procesie powrotu do „normalności”. Daje nadzieję na otwarcie pozamykanych przez udar drzwi.

Zarówno przy pierwszym jak i drugim udarze byłam rehabilitowana już na oddziale udarowym, a potem na oddziale rehabilitacyjnym. Ponadto po powrocie do domu korzystałam z turnusu rehabilitacyjnego oraz z rehabilitacji przepisywanych przez lekarza. 

Doskonale wiem jaka jest jej wartość. Uważam, że powinniśmy mieć do niej nieograniczony dostęp, niestety w naszym kraju rozumiane jest to zupełnie inaczej. Co jest straszne – dla polskiego systemu ochrony zdrowia, czas w neurologii nie ma znaczenia przy rehabilitacji.

Niestety sytuacja z pandemią dodatkowo wszystkim nam skutecznie ograniczyła dostęp do rehabilitacji, ze względu na ryzyko nie wyjechałam także na turnus rehabilitacyjny.

Czy po udarach zmieniłaś swój tryb życia?

Przede wszystkim nie zaniedbuję wizyt u żadnego lekarza, nie lekceważę zaleceń i wskazań. Zażywam przepisane lekarstwa, mam świadomość tego co przeszłam i jakie jest ryzyko zaniedbań. Przepisany mam przeciwzakrzepowy polocard, przez cały czas przyjmuję bardzo dużo innych leków, w tym leki na nadciśnienie. Tu ważne są dla mnie leki oparte o indapamid + peryndopryl, torasemid; przepisywane mam też leki na poprawę dopływu krwi do mózgu, witaminy, szczególnie te z grupy B, Magne B6 i leki osłonowe. Do tego dochodzi szereg leków, leczących choroby współistniejące. Wszystkie one zostały odpowiednio dopasowane do mojego stylu życia i odpowiednich godzin. 

Lekarz biorąc pod uwagę nasz stan zdrowia, jego ocenę i analizę decyduje o lekach, dawkach. Potem bardzo ważne jest pamiętanie o zażywaniu leków, badanie ciśnienia i regularne wizyty u specjalisty.

Dbam też o swoją dietę, lubię sezonowe warzywa i owoce, staram sobie pozwalać na zdrowe przyjemności.

Uśmiecham się też do wszystkich ludzi. (uśmiech) Dużo spaceruję i cieszę się z najprostszych rzeczy: z deszczu, śniegu, słońca, kwiatów, motyli. Nie wstydzę się też tego, że jestem niepełnosprawna.

Nie dam się wykluczyć tylko dlatego, że zachorowałam i teraz walczę o każdy lepszy dzień. Powiem więcej, ja jestem dumna z tego, że żyję. Oczywiście pozostało dużo przykrych, złych wspomnień. Pobyt w szpitalu, powrót do innej rzeczywistości tego nie da się wymazać. Jednak chcę żyć dla siebie i dla swojej rodziny. 

Jesteś bardzo silną i świadomą kobietą, chciałabyś zostawić jakiś przekaz czytelnikom?

Jestem, żyję i to jest najważniejsze!  Doceniam teraz co znaczy żyć spokojniej, być asertywną, starać się pracować nad emocjami, dbać regularnie o siebie, słuchać organizmu, nie przemęczać się i dać sobie szanse korzystania z przyjemności. 

Dlatego nieważne w jakim jesteście wieku – korzystajcie z życia i możliwości jakie ono Wam daje. Uśmiechajcie się do siebie, bądźcie życzliwi dla drugiego człowieka, otwarci na jego historię z chorobą. Czasem kilka prostych słów od osoby, która tak wiele przeżyła otwiera nam oczy, uświadamia co jest w życiu ważne. Dbajcie też o siebie!