Damian Królewicz – szczęśliwy właściciel drugiego życia, 10 lat temu miał przeszczep wątroby. Od tamtego czasu realizuje swoje pasje zawodowe i sportowe, osiąga rzeczy, o których wcześniej nawet nie marzył. Dzięki lekarzom, medycynie, swojej rodzinie i rodzinie dawcy przyznaje, że dostał drugą szansę na normalne życie. Powtarza, że otaczanie się przyjaciółmi i dobrymi ludźmi to wspaniały dar, za który nigdy nie przestanie dziękować.

Dlaczego edukacja na temat transplantacji jest tak ważna? 

Przede wszystkim dlatego, że nadal niewiele wiemy na temat przeszczepów, a problematyka ta wywołuje dużo kontrowersji i dyskusji w naszym kraju.

Tymczasem transplantacja jest jedną z najlepszych metod leczenia osób z niewydolnością organów, a w naszym kraju każdego roku osiąga ogromne sukcesy. Mimo, że mamy wielu wspaniałych specjalistów, którzy reprezentują światowy poziom, to możliwości tej metody zawsze uzależnione będą przede wszystkim od dawstwa.

Jest jeszcze jedna bardzo prosta odpowiedź: gdyby nie przeszczep zwyczajnie nie mogłabym przeprowadzić tej rozmowy z Damianem, bo nie byłoby go dziś z nami. Gdyby nie świadoma decyzja pewnej rodziny o przekazaniu narządów, Damian nie mógłby pomagać innym i spłacać swój dług wdzięczności.

Nie bójmy się rozmawiać na ten temat z bliskimi, transplantacja to szansa na życie. aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaa

Mija już dziesięć lat od przeszczepu, jak się dziś czujesz?

Czuję się fantastycznie. Nie odczuwam żadnych ograniczeń związanych z operacją.

Pracuję w salonie samochodowym. Prowadzę bardzo aktywny tryb życia, gram w piłkę nożną, jeżdżę na snowboardzie, biegam. Spełniam się zawodowo i prywatnie.

Przed przeszczepem

Wróćmy zatem do tamtego czasu. Miałeś zaledwie 10 lat, kiedy rozpoczęły się twoje problemy ze zdrowiem – co właściwie się wydarzyło?

Na początku miałem częste bóle brzucha, gorączki i w momencie, kiedy pojawiła się krew w stolcu, było wiadomo, że to coś poważniejszego. Rozpoczęła się cała diagnostyka, wizyty po lekarzach, leczenie.

Wrzodziejące zapalenie jelita grubego, potem pierwotne stwardniające zapalenie dróg żółciowych – wszystko to brzmi bardzo boleśnie, jak wyglądała wtedy twoja rzeczywistość?

Jako młody chłopak musiałem dość rygorystycznie przestrzegać diety lekkostrawnej, nie mogłem jeść nic smażonego. Jadąc na wakacje musiałem wcześniej sprawdzić czy będzie możliwość przygotowania sobie posiłku. Często odmawiałem sobie jedzenia “na mieście”, aby nie ryzykować. Opuszczałem lekcje i treningi, na które mimo wszystko starałem się chodzić, kiedy czułem się choć trochę dobrze.

Trudne dzieciństwo

Łatwo sobie wyobrazić dziecko, które musi zrozumieć, że powinno uważać i ciągle musi się pilnować. To bez wątpienia wpływało na mój komfort życia. Pamiętam jak kiedyś dodałem odrobinę śmietany do posiłku i wylądowałem w szpitalu, ból sprawiał, że miałem nawet problemy z oddychaniem.

Twoje problemy doprowadziły do marskości wątroby?

Tak, kiedy dowiedziałem się o marskości, wiedziałem już że jedynym wyjściem będzie transplantacja. Byłem wtedy starszy i więcej rozumiałem. Jedyne co pomagało mi wówczas przetrwać to rodzice, znajomi i piłka nożna, byłem częścią drużyny. Zawsze będę im wdzięczny za to wsparcie, za wszystko co dla mnie zrobili.

11 miesięcy czekania na przeszczep

Jak zakwalifikowano cię do przeszczepu wątroby, czy długo czekałeś?

W Centrum Zdrowia Dziecka (CZD) miałem robione wszystkie możliwe badania, byłem nawet u dentysty. Sprawdzali wszystko, aby wykluczyć pojawienie się jakiegokolwiek stanu zapalnego.

Na wiadomości od koordynatora czekałem 11 miesięcy, za każdym razem, kiedy dzwonił telefon, była nadzieja, że znalazła się dla mnie wątroba. W końcu nadszedł ten upragniony i informacja, że rozpoczynamy procedurę. Nigdy nie zapomnę tamtych chwil.

Wyobrażam sobie, że przy procesie przeszczepu u małoletniego więcej informacji otrzymują jego rodzice niż sam pacjent. Czy mimo wszystko lekarz tłumaczył ci, dlaczego potrzebny jest przeszczep, jak będzie wyglądało twoje życie po?

Wiedziałem dużo, ale rzeczywiście (co jest naturalne) moi rodzice zdecydowanie więcej. Czułem też, że nie o wszystkim mi mówią. Chociaż muszę przyznać, że i tak wiedziałem więcej niż wszyscy myśleli i byłem przygotowany na to co mnie czeka. 

Przeszczep to poważna operacja

Może nie byłem do końca świadomy jak poważna jest operacja i dlatego ani razu nie pomyślałem, że coś może się nie udać. Lekarze tłumaczyli mi na czym to wszystko będzie polegać, mówili o tym, że muszą usunąć moją wątrobę i na jej miejsce przyjdzie nowy lokator, a potem potrzebne będzie moje zaangażowanie, będę musiał brać leki, które będą opłatą za to bym mógł żyć. Na pewno jest to łatwiejsze do przyswojenia i nie straszy tak bardzo. Czułem się traktowany poważnie i rzeczywiście ta relacja z lekarzami była naprawdę na najwyższym poziomie.

Myślę, że na każdym etapie leczenia dobry kontakt między lekarzem, pielęgniarką a pacjentem jest kluczowy. Mi nie zabrakło tego wsparcia.

Miłość do sportu

Sport jest dla ciebie bardzo ważny. Przed przeszczepem trenowałeś wyczynowo piłkę, zastanawiam się więc czy zadawałeś lekarzom pytania o te możliwości kontynuowania pasji?

Kiedy lekarze zabraniali mi grać w piłkę to płakałem, wtedy nie wyobrażałem sobie życia bez grania. Nie zawsze słuchałem, (śmiech) ale bardzo uważałem i nie grałem już w oficjalnych meczach. W CZD dowiedziałem się o Polskim Stowarzyszeniu Sportu po Transplantacji. Dzięki nim są organizowane Mistrzostwa Świata i Europy dla Osób po Transplantacji. To było jak nowe otwarcie w mojej sportowej pasji, dało mi nadzieję, że wcale nie muszę się zatrzymywać.

Po przeszczepie

Które momenty po transplantacji były najtrudniejsze, na co najbardziej czekałeś?

Najgorsze były pierwsze dni, kiedy obudziłem się na oddziale intensywnej terapii. Jeszcze przed samą operacją czułem się dobrze i wyobraź sobie, że dzień wcześniej biegałem. Obudziłem się podłączony do respiratora i dookoła mnie było pełno monitorów i kroplówek. Cały czas słyszałem dźwięk sprzętu podającego leki, ciągle go pamiętam.

Najbardziej czekałem na rodziców i zobaczyłem ich przez małe okrągłe okienko w drzwiach. A jeśli pytasz o coś na co musiałem dłużej czekać, to na pewno powrót do sportu.

Znowu sport… Szybko wróciłeś na trening?

Nic nie poradzę, że mam do niego tyle serca. (śmiech) Sam dosyć szybko zacząłem wracać do aktywności. Pamiętam, że pierwszy raz wstałem na nogi 6 dni po operacji. Potem, w następnej nocy chciałem wstać do łazienki, niestety po operacji mój brzuch był tak słaby, że nie byłem w stanie się podnieść. Nogami przełożyłem prześcieradło przez barierkę na końcu łóżka i podciągnąłem się na nim. Oczywiście mogłem wezwać pielęgniarkę, miałem przycisk obok łóżka gdybym potrzebował pomocy.

Byłem bardzo zmotywowany i przez te wszystkie lata znałem swój organizm i wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić. Oczywiście warto pamiętać, że każdy przypadek jest inny i nie zawsze pośpiech jest wskazany. Jak tylko zaczynałem odczuwać jakikolwiek dyskomfort, od razu odpuszczałem i odpoczywałem. Co ważne, zawsze byłem pod stałą opieką lekarską.

Szybki powrót do treningów

Na pierwszy trening pojechałem pół roku po operacji i zostałem bardzo dobrze przyjęty. Wszyscy byli uśmiechnięci i cieszyli się, że do nich wróciłem. Na początku rozgrzewałem się z drużyną i wykonywałem ćwiczenia, w których nie było żadnych sytuacji kontaktowych. Z trenerem byłem w stałym kontakcie, zresztą był on jednocześnie moim wychowawcą w liceum. Stopniowo wprowadzał mnie do treningu i kontrolował sytuację.

Jak przeszczep zmienił jakość twojego życia?

Nie pamietam już kiedy ostatni raz miałem gorączkę i kiedy mnie coś bolało. Mogę wyjść do restauracji bez obawy, że będę się źle czuł. Dostałem normalne życie, bez ból, bez cierpienia.

W tej chwili nie odczuwam żadnych ograniczeń, studiowałem na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu i nie miałem żadnej taryfy ulgowej.

Przeszczep daje tyle możliwości

Jesteś niemożliwy. (śmiech)

I do tego wyobraź sobie, że nie miałem żadnego zwolnienia z zajęć i zaliczyłem wszystkie zajęcia sprawnościowe (gry zespołowe, gimnastykę, basen, lekkoatletykę). Kiedy po meczu albo biegu, ktoś się dowie, że jestem po transplantacji wątroby, to nie może uwierzyć.

Żyję tak samo jak każdy, prowadzę normalne życie, jak gdybym nigdy nie był w szpitalu. Jedyne czego muszę odmawiać to alkohol. (uśmiech) 

W przypadku transplantacji, po operacji bardzo ważna jest też systematyczność i przyjmowanie leków. Pacjenci czasem się buntują, też tak miałeś?

Leki przyjmuję od 10. roku życia, przeszczep odbył się, gdy miałem już 18 lat. Zdążyłem się do tego przyzwyczaić i wiedziałem, że to najważniejsze co muszę zrobić w ciągu dnia. To kwestia rozumienia, świadomości, nie ma miejsca na bunt.

Dostałem szansę i zwyczajnie ją doceniam. Kocham swoje życie i umiem za nie dziękować.

Edukacja jest nam bardzo potrzebna

Bardzo angażujesz się też w promowanie wiedzy na temat przeszczepów.

Kiedyś dużo czytałem i interesowałem się tematem transplantologii. Zawsze lepiej być przezornym niż zrobi się o krok za dużo.

Na studiach dużo uczyłem się też o człowieku. Myślę, że tak jak w sporcie jest to indywidualna sprawa. Każdy z nas jest inny i na każdego mogą różne bodźce inaczej zadziałać. Ten sam trening, gdy zastosujemy taką samą objętość i intensywność może mieć inne efekty. Nie każdy też z tego samego powodu przeszedł operację.

Warto dbać o wydolność

Ale nie można dać się zwariować i zamknąć w domu. Leki, które przyjmujemy osłabiają odporność. Poprzez sport i wytrenowanie, moja wydolność pomimo leków jest dobra.

Możemy robić wszystko, jeśli robimy to z głową, a jeśli nie jesteśmy pewni warto skonsultować się z lekarzem. Jeśli ktoś po przeczytaniu artykułu chciałby o coś zapytać, to łatwo mnie znaleźć na portalach społecznościowych i śmiało piszcie.

Osiągnięcia medalowe i przeszczep

Udowadniasz, że ludzie po przeszczepie mogą zdobywać nawet medale. Pochwal się proszę swoimi osiągnięciami.

Niestety na Mistrzostwach Osób po Transplantacji nie ma piłki nożnej. Dlatego na jednym z obozów sportowych Polskiego Stowarzyszenia Sportu Po Transplantacji spróbowałem swoich sił w chodzie sportowym. Na tym obozie był rekordzista świata osób po transplantacji w chodzie sportowym na 5 km. Szybko załapałem technikę a dzięki piłce nożnej miałem dobrą wydolność.

Moje pierwsze Mistrzostwa Świata Osób po Transplantacji odbyły się w Durbanie w RPA. Było to dla mnie niesamowite przeżycie, po raz pierwszy byłem na innym kontynencie i startowałem z orzełkiem na piersi. Wygrałem z kolegą z Grecji o 3 setne sekundy. Sędziowie musieli sprawdzać na fotokomórkach.

To są chwile, które zapamiętam do końca życia.

Mam dwa złote medale Mistrzostw Świata w Chodzie Sportowym na 5 km. Złoty i srebrny medal Mistrzostw Europy w Chodzie Sportowym na 5 km. Brązowy medal Mistrzostw Europy w Biegu na 5 km.